czwartek, 15 września 2011

Nasze mazury to cud natury


Najwspanialszymi wakacjami jakie kiedykolwiek spędziłem była nisko budżetowa wyprawa na północ Polski, na malownicze Mazury. Dwoma najważniejszymi elementami mojego wyposażenia, świadczącymi o wielkiej przebojowości i odwadze były wysłużony rower oraz dwuosobowy namiot. Umocowawszy bagaż, składający się wyłącznie z niezbędnych elementów, koniecznych do przeżycia, na stalowym, obszernym bagażniku usiadłem w siodełku i nacisnąłem na pedały. Jechało mi się bardzo dobrze, trasę pokonywałem szybciej, niż to sobie zakładałem. Ciepły wiatr łuskał policzki, ptaki przelatywały nade mną zataczając koło, jakby troszkę zdziwione tym, co widzą. Założeniem mojej trasy było jak najszybsze dojechanie do Mazur, a następnie przejechanie ich wzdłuż i wszerz, zatrzymując się w oznaczonych na mapie punktach noclegowych. Granicę regionu przekroczyłem wieczorem trzeciego dnia. Mimo, iż słońce, które już niemal całe zanurzyło się w horyzoncie nie pozwalało zobaczyć wiele, to, co udało mi się zaobserwować zapadło mi w pamięci, swym ujmującym wdziękiem. Krajobraz był piękny i naturalny. Od razu uświadomiłem sobie, że Nasze Mazury To Cud Natury. Starałem się wybierać jak najmniej uczęszczane drogi, by warkot przejeżdżających pojazdów nie zakłócał mi delektowania się przyrodą. Mimo głodu i ogromnego zmęczenia pedałowałem z całych sił. Chciałem dojechać do stawu leżącego nieopodal malutkiej miejscowości i nad nim rozbić pierwszy obóz. Dynamo na moim rowerze bzyczało kojąco oświetlają wąską szosę. Było dobrze po północy, gdy znalazłem się na miejscu. Ze zmęczenia zasnąłem od razu w zasadzie nierozbitym namiocie, wspartym jakoś na dwóch mocowaniach. Nazajutrz ruszyłem w dalszą drogę, zagłębiając się coraz bardziej w ten region nie mogłem pohamować swojej fascynacji. Pedałowałem i pedałowałem, w duchu powtarzając sobie, że Nasze Mazury To Cud Natury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz