czwartek, 15 września 2011
Nasze mazury to cud natury
Kocham windsurfing. Przez cały rok odmawiałem sobie wszystkiego by z ciężko odkładanych pieniędzy kupić sobie wymarzony sprzęt do tego sportu wodnego, to jest: kombinezon, maszt, żagiel i oczywiście deskę. Za resztę kwoty zorganizowałem sobie wyjazd na północny wschód wiedząc, że Nasze Mazury To Cud Natury. Z opowieści ludzi spędzających tam wakacje wywnioskowałem, iż jest to piękne miejsce, idealne do wypoczynku. Bogate w setki naturalnych zbiorników wodnych Mazury to region stworzony dla surferów. Byłem zupełnie zielony w tym temacie, ale ufny we własne możliwości doszedłem do wniosku, że najzwyklej w świecie pojadę nad jedno z tamtejszych jezior, przywdzieję czarny kombinezon i spróbuje sobie posurfować. W sumie, cóż trudnego w tym, aby stanąć na desce i trzymać kilku kilogramowy maszt. Odpowiedź została mi udzielona przez mazurski wiatr w akompaniamencie donośnego plusku, jaki dał się słyszeć na skutek mojego ciała wpadającego do wody. Po błyskawicznym wygramoleniu się powrotem i bacznym monitorowaniu sytuacji „czy nikt nie widział” postanowiłem podjąć kolejną próbę wierząc, iż teraz znając już siłę wiatru, dzięki pewniejszemu chwytowi ujarzmię mój niesforny sprzęt. Bojowo wstałem na równe nogi chcąc pochwycić masz. Spadając do wody ze zgrozą uświadomiłem sobie, że to nie wiatr i żagiel (którego nie zdążyłem dotknąć) były winowajcami mojego upadku. Kupiłem krzywą deskę! Snując w myślach nieładne insynuacje na temat profesji zawodowej mamy sprzedawcy w sklepie windsurfingowym doholowałem złośliwą deskę do brzegu. Po wnikliwej, ale krótkiej obserwacji doszedłem do wniosku, że albo deska jest krzywa wyłącznie na wodzie, albo nie jest krzywa wcale. Z konsternacją zaakceptowałem drugą teorię. Nie nauczyłem się szurfować, ale i tak spędziłem niezapomniane wakacje pełne uniesień i przygód. Postanowiłem, że wrócę tu za rok, ale już bez żadnych sprzętów, bowiem Nasze Mazury To Cud Natury.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz